sobota, 30 maja 2015

Idea siesty

Granada. Wąskie uliczki, którymi przepływają ludzie jak w doskonałym, turystycznym organizmie. Pośród zaczepiających nas kelnerów i sklepów z pamiątkami szukamy śladów życia miasta. Są. Ukwiecony balkon uczestniczący w konkursie balkonów, kolorowe oblicze czyjegoś domu. A więc się tu mieszka, nie tylko zwiedza. Oddalamy się od głównych szlaków, zapuszczamy w Albaicin. Jest pora siesty i Granada odpoczywa. Głodni, szukamy tapasów. Zamiast tego na ścianie znajdujemy odę do psa, a właściwie jego właściciela. A. odczytuje jej przekaz - zbieraj po psie kupy. Nie znając hiszpańskiego próbuję wykombinować jak w tym języku powiedzieć "uważaj na odchody". Po temacie głód wraca. Zza rogu wyłaniają się porozstawiane stoliki. Przy nich miejscowi, nie turyści, można więc liczyć na dobre i w miarę tanie jedzenie. Gdy stolik się zwalnia i przynoszą nam kartę już jestem rozgrzany andaluzyjskim słońcem. Neurony niby działają, ale leniwie, jakby ogłaszając siestę. Co do jedzenia? Tu jem tylko owoce morza, nie mam ich w Krakowie. Dostaje wielki talerz panierowanych kalmarów. Przed A. olbrzymia porcja krokietów, która sprawi że będzie się do tego tapas odnosić z dystansem przez dłuższy czas. Jedząc idealne, niegumowate kalmary patrzę na drzewo pomarańczowe i ogarnia mnie coraz większa senność. Chyba właśnie zrozumiałem ideę siesty.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz